Za oknem..... jak za oknem, widać przecież. Dlatego zamierzam dziś cały dzień być w domu. Będę lepić pierogi. Ruskie. Godzinami. W dodatku mam butelkę najlepszego wina na świecie. Kupiłam tydzień temu, miało być na specjalną okazję, to się doczekało :). Jeśli ktoś jest ciekawy, gdzie powstaje (i można kupić) najlepsze wino świata, to dzielę się wspaniałomyślnie tą informacją: www.winnicasandomierska.pl, a więc bardzo niedaleko Alfredówki. Ależ jestem szczęściarą.
Będę sobie tak lepić te pierogi, jeszcze trochę jabłek zostało do przerobienia. Może nawet coś uszyję. No bo przecież nigdzie dziś nie wyjdę.... w taką pogodę... i jak tu nie kochać tej pluchy za oknem?
sobota, 2 lutego 2013
wtorek, 22 stycznia 2013
Wracam
Tak sobie myślę... jak często realizujemy nasze marzenia i ile jest prawdy w powiedzeniu, że "w życiu nie można mieć wszystkiego"?
A może można?
Nie chodzi mi o takie małe marzenia - nowa torebka, oczywiście ta jedyna :), przemalowanie kuchni, zrzucenie 5kg - chociaż w sumie marzenia to marzenia, małe - duże, co to za różnica. Myślałam o takich dużych marzeniach, takich, w które czasem nie wierzymy, o których rzadko mówimy i które totalnie zmieniają nasze życie. I my od początku wiemy, że one nas zmienią, dlatego trochę się boimy je realizować. A czasem boimy się bardzo i pozostają na zawsze tylko marzeniami.
Czemu nie idziemy na całość? Co nas powstrzymuje? Dlaczego wolimy wzdychać przed komputerem oglądając czyjeś domy? Tłumić z całej siły tą iskierkę zazdrości czytając o czyjejś pasji, sukcesie, miłości? Myśląc sobie, że przecież też bym tak chciała, że - boże drogi - ten ktoś właśnie realizuje moje marzenia i to na dodatek w nie moim życiu! I jeszcze się złościmy, no bo przecież - jakim prawem?
No i jak jest z tym życiem, można mieć wszystko, czego się chce, czy nie można? Czy pozostawanie bezgranicznie wiernemu sobie jest drogą do spełnienia?
Według mnie tak. Nie mam w życiu doświadczenia w niechodzeniu na całość. Wszystko, co mnie spotyka pokazuje, że jak się chce, to można i że warto. I że w gruncie rzeczy (chociaż bardziej pasuje "w duszy rzeczy") to jest naprawdę bardzo proste.
A Wy co myślicie?
A może można?
Nie chodzi mi o takie małe marzenia - nowa torebka, oczywiście ta jedyna :), przemalowanie kuchni, zrzucenie 5kg - chociaż w sumie marzenia to marzenia, małe - duże, co to za różnica. Myślałam o takich dużych marzeniach, takich, w które czasem nie wierzymy, o których rzadko mówimy i które totalnie zmieniają nasze życie. I my od początku wiemy, że one nas zmienią, dlatego trochę się boimy je realizować. A czasem boimy się bardzo i pozostają na zawsze tylko marzeniami.
Czemu nie idziemy na całość? Co nas powstrzymuje? Dlaczego wolimy wzdychać przed komputerem oglądając czyjeś domy? Tłumić z całej siły tą iskierkę zazdrości czytając o czyjejś pasji, sukcesie, miłości? Myśląc sobie, że przecież też bym tak chciała, że - boże drogi - ten ktoś właśnie realizuje moje marzenia i to na dodatek w nie moim życiu! I jeszcze się złościmy, no bo przecież - jakim prawem?
No i jak jest z tym życiem, można mieć wszystko, czego się chce, czy nie można? Czy pozostawanie bezgranicznie wiernemu sobie jest drogą do spełnienia?
Według mnie tak. Nie mam w życiu doświadczenia w niechodzeniu na całość. Wszystko, co mnie spotyka pokazuje, że jak się chce, to można i że warto. I że w gruncie rzeczy (chociaż bardziej pasuje "w duszy rzeczy") to jest naprawdę bardzo proste.
A Wy co myślicie?
niedziela, 20 maja 2012
Strona - nareszcie!!!
MAMY NASZĄ STRONĘ :) !!! Jest piękna - oto jej adres: www.dobremiejsce.art.pl - treść stale uzupełniana - wykonanie i mistrzowskie zdjęcia - Grzegorz Senderowicz Zero Gravity Studio - bardzo dziękujemy!!!
Zainteresowani znajdą tam już niezbędne informacje - kontakt do nas i naszą ofertę. Zapraszam do odwiedzania :), w tle można zobaczyć troszkę naszych wnętrz. Ach!!! Jestem zachwycona :D!!!
Zainteresowani znajdą tam już niezbędne informacje - kontakt do nas i naszą ofertę. Zapraszam do odwiedzania :), w tle można zobaczyć troszkę naszych wnętrz. Ach!!! Jestem zachwycona :D!!!
poniedziałek, 12 marca 2012
Życie w pasji
Plener fotograficzny - w poszukiwaniu wiosny
wtorek, 1 listopada 2011
Moje miejsce.
Przeglądałam dziś moje ulubione gazety w poszukiwaniu nowych pomysłów do realizacji na ten nieszczególnie energetyzujący czas. I trafiłam na artykuł o alpakach. Czytaliśmy go zimą rok temu, siedząc i grzejąc się przy świeżo zamontowanej wówczas kozie i rozmyślając o własnej hodowli. Dużo się wydarzyło przez ten rok. Nasz dom nabrał zupełnie nowego charakteru, choć zachował swoją duszę. Pomijając zmianę stajni na kuchnię, zachowaliśmy stary układ pomieszczeń, nie runęła żadna ściana, nadal chodzimy po tych samych podłogach z desek, oddzielanych starymi progami i ciężkimi, drewnianymi drzwiami. Ściany, nadal niespecjalnie gładkie, płynnie łączą się z sufitem, bez kątów prostych, nie wyobrażam sobie zresztą piękniejszej budowy.
Siedzę teraz i patrzę na fragment ściany odkrytej do gołej cegły - to miejsce po naszym piecu kaflowym, który przenieśliśmy z pokoju do kuchni, w przyszłym tygodniu stanie tu kominek. Zaprzyjaźniłam się z tym domem, czuję, że odkrywa przede mną stopniowo swoje wnętrze. Tak wyobrażałam sobie więź z moim miejscem za ziemi.
Pod koniec listopada udostępniamy dla gości 2 pokoje: jeden dla 2-4 osób, drugi 1-2 osobowy. Pozdrawiam!!!
Siedzę teraz i patrzę na fragment ściany odkrytej do gołej cegły - to miejsce po naszym piecu kaflowym, który przenieśliśmy z pokoju do kuchni, w przyszłym tygodniu stanie tu kominek. Zaprzyjaźniłam się z tym domem, czuję, że odkrywa przede mną stopniowo swoje wnętrze. Tak wyobrażałam sobie więź z moim miejscem za ziemi.
Pod koniec listopada udostępniamy dla gości 2 pokoje: jeden dla 2-4 osób, drugi 1-2 osobowy. Pozdrawiam!!!
wtorek, 4 października 2011
Jesień w Alfredówce.
Jesień jest u nas piękna. Słoneczna, ciepła, domowa, pyszna (mamy nową kuchnię !!!!) i bardzo pracowita. Nasza nowa kuchnia jest już gotowa, czeka tylko na smaczki, jakie dla niej stworzymy. Przydałyby się wieszaczki, malutkie firaneczki (tak dla ozdoby, przecież nie ma się przed czym zasłaniać :D ) i takie tam drobiazgi. Wcześniej była tu stajnia. To znaczy duuuużo wcześniej, ostatnimi laty to jednak pokaźna graciarnia.... yyyyyy, to znaczy przydomowy magazyn. Nasze kury urosły i znoszą już duże jajka. Szykujemy na wiosnę drugą zagródkę dla następnych, może jakiś inny gatunek? Planują nam się też w bardzo niedalekiej przyszłości owce i koza. W domu i zagrodzie sporo pracy, Marcinek robi drugą łazienkę (w byłej kuchni) i jeszcze w tym miesiącu zamierzamy przenieść się na nasze poddasze (na razie mieszka tam kuna, ale wierzę, że jakoś się dogadamy). Spiżarnia zapełnia się stopniowo, była Babcia Basia :) są soki z winogron, orzechy laskowe, ogóraski kiszone. Ja zajęłam się ogórkami w curry i rozmyślam nad dżemem z jarzębiny. A na naszą pracę patrzy Maniuś. Gdzieś z góry i z naszych wspólnych zdjęć.
Goście przyjeżdżają i wyjeżdżają zadowoleni. Zapraszamy kolejnych!
Piękna ta nasza jesień.
Goście przyjeżdżają i wyjeżdżają zadowoleni. Zapraszamy kolejnych!
Piękna ta nasza jesień.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

